Doświadczenie a wykształcenie, czyli jak dostać pracę nie mając żadnego z nich

Jak dostać pracę, czyli historia z życia wzięta

Doświadczenie a wykształcenie

O tym jak dostać pracę specjaliści napisali już wiele. Ja specjalistą nie jestem. Ale opowiem Wam moją historię. Sama lubię takie opowieści z życia wzięte, bo pokazują, że ten kto siedzi po drugiej stronie monitora jest takim samym człowiekiem jak ja. I też ma problemy, z którymi walczy na co dzień. A to bardzo pomaga nam zmagać się z codziennością, daje nadzieję na lepsze, pokazuje, że można inaczej. Że da się!

Napisałam kiedyś: „Idąc na rozmowę kwalifikacyjna w sprawie pracy, na której mi zależało, z reguły zżerał mnie stres. I bywało tak, że z takich rozmów wychodziłam z niczym, no może z kolejną porażką na koncie i poczuciem, że do niczego się nie nadaję. Ale nastał taki czas, kiedy nieco sobie odpuściłam. Nie, nie wmawiałam sobie że na pewno dostanę posadę, o którą się ubiegałam, ale podchodziłam do sprawy na luzie. Dzięki czemu podczas rozmowy nie byłam spięta, nie jąkałam się, nie czerwieniłam, byłam sobą. Kiedy więc mówiłam, że lubię kontakt z ludźmi, że nie boję się wyzwań czy podejmowania decyzji, mój potencjalny pracodawca widział, że ma do czynienia z osobą pewną swoich kompetencji i możliwości. Mogłam sobie pozwolić na swobodną rozmowę, która była nagradzana tym, że pracę dostawałam”.

Nie warto się spinać

Nie warto, bo nie wyjdzie nam to co zaplanowaliśmy. Jeśli w liście motywacyjnym piszesz, że jesteś osobą pełną energii i nie boisz się wyzwań, a na rozmowę kwalifikacyjną przychodzisz zalękniona i zestresowana, to jaki obraz sobą przedstawiasz? Taki, że wyzwaniem dla Ciebie było samo przyjście na rozmowę. Nie tego oczekiwał pracodawca i nie to chciałaś mu pokazać.

Podświadomość wróg czy przyjaciel

Nie będę nikogo przekonywać, że z każdego można zrobić przebojowego lidera. Bo jestem daleka od zgodzenia się z tą teorią. Tak jak i nie uważam, że każdy może wszystko. Bo i tak nie jest. Mamy pewne ograniczenia, zarówno życiowe, zdrowotne, jak i osobowościowe, które nam pewne drogi zamykają. Więc jeśli piszę, że możesz wszystko, musisz wiedzieć, że możesz wszystko co jest w zasięgu Twoich możliwości.

MOŻESZ WSZYSTKO CO JEST W ZASIĘGU TWOICH MOŻLIWOŚCI

Tyle, że swoich możliwości jeszcze nie znasz 🙂

Wiele lat temu, będąc młodą dwudziesto-paro letnią dziewczyną, mającą w dorobku pracę za barem bądź za sklepową ladą, nie miałam wielkich ambicji. Ale marzenia owszem, miałam wielkie- chciałam pracować w biurowcu na wysokim stanowisku, chodzić w garsonce i na szpilkach :D, Wzięłam więc udział w kilku kursach i szkoleniach. Skończyłam m.in. kurs komputerowy i sekretarsko- asystencki… rany, jak to dawno było, że takie kursy robili 🙂

Z życia wzięte

Kiedy więc trafiłam na ogłoszenie w UP (tak, tak, można w Urzędzie Pracy znaleźć pracę!) o naborze do policji, na stanowisko cywilne, zaczęły mi rosnąć skrzydła. Dla kogoś bez znajomości, bez doświadczenia w CV i bez wielu umiejętności to była praca marzeń. W dodatku taka instytucja, państwowa, stanowisko urzędowe, 8-16, umowa, wszystkie świadczenia. Nie wierzyłam w to, że może mi się udać zdobyć tą posadę. Bardzo chciałam tam pracować, ale do końca w siebie nie wierzyłam.

Warunkiem przyjęcia do pracy była dobra znajomość komputera. Wtedy oznaczało to dokładnie taką samą znajomość komputera jaką dzieciaki mają w planie nauczania podstawowego w szkole, żadna grafika czy inne programowanie. Po prostu obsługa komputera. Dziś niepojęte, ale wtedy nie każdy miał komputer w domu, nie każdy więc potrafił go obsługiwać. Ja potrafiłam. Bo skończyłam kurs, który teraz zaprocentował.

Trudno to nazwać, ale czułam, że to jest miejsce w którym powinnam się znaleźć. Że to jest moje miejsce w życiu i że muszę zrobić wszystko, żeby tą pracę dostać. Zależało mi jak diabli.

I udało się! Udało mi się dostać tę robotę. Jak? Dzięki pewnej dozie wiary w siebie, tej swobody, o której wspomniałam wcześniej i przekonaniu szefa, że bez problemu nauczę się tego czego nie umiem. W tym przypadku przepisów ruchu drogowego.

Nie zawsze nasze kwalifikacje odpowiadają tym jakich potrzebuje pracodawca, ale bywa i tak, że nasza osobowość przekona go do nas na tyle, że po prostu da nam szansę. I ten pracodawca mi ją dał. A mi urosły skrzydła. To było jak awans o kilka stanowisk wyżej.

Problem pojawił się, kiedy postanowiłam się przeprowadzić, a tym samym zmienić pracę. Przeglądając oferty pracy, widziałam już, że brak wyższego wykształcenia zamykał mi wiele dróg w stolicy. Ale to w końcu stolica- myślałam- jakakolwiek praca będzie przecież lepiej płatna niż moja dotychczasowa. Jakże się myliłam.

W wielkim mieście

W wielkim mieście okazało się, że o jedno stanowisko ubiega się kilkanaście osób. I mój „wielki awans” zawodowy jest wyłącznie punktem wyjścia, który daje mi możliwość zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną. Oczywiście to i tak było sporo, bo bez tego nawet o rozmowie mogłabym zapomnieć. Nie mniej jednak po kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu wysłanych, bez odzewu, dokumentach i jednej rozmowie, która mnie mocno finansowo rozczarowała (w stolicy proponowano mi mniej niż w moim znacznie mniejszym mieście), przyszła pozytywna reakcja. Zaproszono mnie na test kwalifikacyjny. I tu zaczyna się najlepsza część opowieści. Tuż przed rozpoczęciem testu, nasz przyszły pracodawca zapytał „czy ktoś z Państwa nie ma prawa jazdy?”. Pytanie wywołało uśmiech wśród uczestników, który zamarł im na ustach chwilę później. Podniosłam rękę, zobaczyłam kilkanaście par oczu skierowanych w moją stronę, poczułam swoją opadającą w sekundzie pewność siebie i głos przyszłego pracodawcy: „to, że ktoś nie posiada prawa jazdy, nie znaczy że nie zna przepisów ruchu drogowego”… Czyż to nie oczywiste? Moja pewność siebie wzrosła momentalnie pod sufit, zaś pozostali kandydaci zerkali na mnie z powątpiewaniem. W kolejnym etapie okazało, że spośród tych kilkunastu osób, które przyszły na test, ja (właśnie ja, ta bez prawka!) napisałam go najlepiej. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej nieco się już zestresowałam i nie do końca poszło tak jak sobie życzyłam, ale po kilku dniach odebrałam telefon i okazało się, że jestem jedną z dwóch osób, które dostały pracę 🙂

Warsaw dream

Nie był to jakiś mój szczególnie ulubiony etap kariery, Warszawa wcale nie okazała się ziemią obiecaną. Ale z pewnością wiele jej zawdzięczam. Z podobną reakcją wycelowanych we mnie oczu, spotkałam się jeszcze kilkakrotnie. Nie było to przyjemne uczucie. I choć ja miałam za sobą już pewne doświadczenie i jakąś wiedzę, nie mniej fakt nie posiadania prawa jazdy, a tym bardziej wyższego wykształcenia stawiał mnie w pozycji przegranej. I tak się nieraz czułam. Do dziś pamiętam szkolenie, podczas którego padła propozycja przedstawienia się i opowiedzenia pokrótce o sobie. Każda, absolutnie każda osoba, która przedstawiała się przede mną wymieniała co najmniej jeden kierunek studiów, większość z nich jednak skończyła dwa. Tylko ja jedna nie miałam się czym pochwalić. Choć wszyscy byliśmy pracownikami tej samej firmy i zarabialiśmy podobne pieniądze, czułam się tam jak osoba drugiej kategorii. To nie było przyjemne szkolenie. Choć później uświadomiłam sobie, że to jednak ja jestem tą wygraną, bo Oni mając po dwa fakultety robią to samo co ja, bez wykształcenia, i to za te same pieniądze. Myślę jednak, że Oni mieli na ten temat inne zdanie. Co więcej, sądzę wręcz, że ich zdaniem moja obecność w tej firmie nie wynikała z mojej wiedzy, lecz kolokwialnie mówiąc „pleców”.

Wiedza a wykształcenie

Wiedza a wykształcenie. Jedno z drugim często nie ma wiele wspólnego. I to jest fakt. Dziś, kiedy każdy, dosłownie każdy może mieć wyższe wykształcenie, przestało ono być wyznacznikiem jakiejkolwiek wiedzy. Nie mniej jednak w wielu przypadkach jest warunkiem koniecznym by spełnić podstawowe wymagania danego stanowiska. Boleśnie się o tym przekonałam, kiedy zaczęły pojawiać się podwyżki i awanse. I choć podwyżkę dostaliśmy (w późniejszym czasie nie byłam już tą jedyną bez wyższego i bez prawka), w połowie taką jak reszta, to o awansie mogliśmy zapomnieć. Wyższe stanowiska były dostępne dla tych, którzy mieli wyższe wykształcenie. I tak jest we wszystkich instytucjach państwowych. Kiedy jednak w firmie tworzono nową sekcję sądową, do której zresztą aplikowałam, znalazłam się tam ja i kilku byłych policjantów. Choć nikt z nas nie miał wykształcenia prawniczego, ale mieliśmy doświadczenie. Ja, najmniejsze, ale większe niż ktokolwiek z pracowników cywilnych w firmie. I znów pojawiły się zdziwione spojrzenia, że „jak to, nie jesteś prawnikiem, a pracujesz w sądówce”? Pomijam już te przeogromne źrenice moich rozmówców, kiedy mówiłam, że nie mam żadnego wykształcenia. Fakt jest taki, że dla nich nie miało znaczenia moje doświadczenie. Najwyraźniej musiałam mieć „plecy”.

Dlaczego poszłam na studia

Nie twierdzę, że wykształcenie nie jest ważne. Bo są zawody gdzie bez tego ani rusz. Nie będę też twierdzić, że jest mniej ważne od doświadczenia. Choć tak też bywa. Nie mniej jednak, brak wyższego wykształcenia zamyka Ci drogi awansu na zawsze. Nie ma co oczekiwać, że przepisy się zmienią. Nie zmienią się. Dlatego jeśli pracujesz nie mając wykształcenia pomyśl o nadrobieniu tego. Tylko wybierając studia sugeruj się tym czym chcesz się zajmować albo tym czym się interesujesz. Nie marnuj 5 lat na coś co według specjalistów jest zawodem przyszłości, albo co ma ci zagwarantować pracę. Ja wybrałam administrację samorządową, bo w niej aktualnie pracuję. Ale nie jest to temat, który mnie specjalnie interesuje. Choć z pewnością nieco, podkreślam nieco tylko, w mojej pracy przydatny.

Bo choć mam marzenia, to jestem realistką. I wiem, że może zdarzyć się tak, że moja obecna praca pozostanie nią na długie lata. W końcu to 11 lat doświadczenia. Głupio byłoby je tak po prostu wykreślić.

Jednak nie wykluczam, że swoją edukację zakończę na obecnym etapie. Marzenia są przecież po to by je spełniać 🙂

1 Udostępnień

19 myśli na temat “Doświadczenie a wykształcenie, czyli jak dostać pracę nie mając żadnego z nich

  1. Miło było przeczytać Twoją historię. Myślę, że dużo ludzi, którzy mają nie tylko brak doświadczenia ale i inne ograniczenia, może się nią zainspirować. Pozdrawiam serdecznie i życzę ciągle dobrej pracy 🙂

    1. Dziękuję za miłe słowa. Myślę, że warto czasem podzielić się swoją historią, jak piszesz, może ona kogoś zainspirować 🙂

  2. Aż miło się czytało! Nigdy nie wiesz jakie niespodzianki Ci się przytrafią w życiu. Ważne, żeby podejmować wyzwania i pokonywać własne ograniczenia. 🙂

    1. To ja się cieszę niezmiernie, że miło się czytało 😀 Tak, żyje pisze takie scenariusze, że czasem kopara opada 😉

  3. Dziś można skończyć studia, a pracować w branży nie związanej ze studiami. fakt, że wyższe wykształcenie jest w wielu firmach wyznacznikiem, ale bardziej chodzi o papier, choć akurat w moim przypadku były potrzebne studia z konkretnego kierunku. I tak jak ty – poszłam bez stresu na rozmowę kwalifikacyjną – co będzie to będzie i się udało 😉

  4. Dodam coś od siebie: skończyłam dwa kierunki studiów z tytułem mgr inż. i jedne studia podyplomowe, kilka kursów i szkoleń… Nie pracuję w żadnym z zawodów związanych z edukacją! 😉 Jestem szczęśliwa i lubię to co robię:)

  5. Dziś niestety na wszystko trzeba mieć papier i głównie po to idziemy na studia, żeby go zdobyć. Mimo wszystko często w trakcie ich trwania okazuje się, że oczekiwaliśmy po studiach czegoś innego. I tu już liczy się to, co ze sobą podczas tych studiów zrobimy. Tak naprawdę mgr przed nazwiskiem może mieć dzisiaj każdy, ale pytanie o czym to mgr u nas świadczy 🙂

    1. Dokładnie tak, dziś często ten mgr niewiele więcej wie czy potrafi od kogoś kto studiów nie zrobił. A to, że nieraz nas studia rozczarowują to niestety inna bajka :/

  6. Brawo! Przyjemnie się czyta i poznaje Ciebie. Spełniaj marzenia! Spełniaj się, kobieto. Bo jak nie teraz to kiedy 🙂
    Ps.Kiedyś myślałam, ze wykształcenie jest ważne. W tym momencie nie myślę nawet o studiach ale szkole średniej. Pamiętam, ze wybrałam liceum ponieważ wg panujących wówczas opinii technikum a już, nie daj Boshe, zawodówka to „gorszy sort” 🙁
    Z biegiem lat (już w pracy) poznałam sporo osób (tylko) po zawodówce i przyznaję, ze aż oczy przecierałem ze zdumienia. Niektóre „Wykształcone Gbury” z biura nie sięgały do pięt tym moim znajomym po zawodówce wlasnie. Przedsiębiorczy, pracowici i z fachem w rękach! Do tego sympatyczni.
    Od tamtej pory wiem, ze wykształcenie, a dokładniej to jaką szkołę się skończyło nie wiele mówi o człowieku. Nie należy pod tym względem szufladkować ludzi, bo można sobie odebrać możliwość poznania świetnych ludzi a nawet pracowników.

    1. Masz rację, za moich czasów też był podział na tych zdolnych, którzy szli do liceum ekonomicznego, na tych średnich którzy szli do ogólniaka i na tych słabych, którzy lądowali w zawodówkach. A teraz ci „słabi” mają własne firmy które zbudowali na fachu w rękach. Co do gburowatości to ach ta warszafka, takiej ilości gburów jakich tam można spotkać, to nie ma chyba nigdzie 😉

  7. Moja pierwsza praca, zaraz po maturze – call centre, później ubezpieczalnia, później windykacja i tak się ciągnęło aż do narodzin syna. Cały czas studiowałam (prawo) i ten mały Człowiek, w szlaonym mixie z samotnym macierzyństwem zaowocowały przerwaniem studiów i pracą copywritera, na początku za groszowe stawki, znajomy polecił mnie komuś, później ten ktoś komuś innemu i zaczęło się kręcić. Doświadczenia przybywało, blog pomagał – nie powiem, że nie – a ja wróciłam na studia, podjęłam kolejne i kończąc prawo i kryminologię – aktualnie rozkręcam biznes wedding plannera. Doświadczenie i wykształcenie niekiedy nijak się mają do wykonywanej pracy. Czasami warto rzucić wszystko i pójść inną drogą a czasami na odwrót – zawrócić i się dokształcić w czymś, co już znane albo i… nieznane.

    1. Ta Twoja kryminologia mnie zainteresowała, nie wiedziałam że taki kierunek studiów jest. Faktycznie u Ciebie same zupełnie do siebie niepasujące kawałki układanki 😉 i fakt, czasem warto się przekwalifikować i zacząć coś zupełnie innego. Tylko czy nie żal tego czasu i pieniędzy jakie zainwestowało się w studia, które do niczego się nie przydają? Z drugiej strony, czy na wszystko trzeba patrzeć z perspektywy przydatności? Myślę, że gdybym miała jeszcze raz wybierać kierunek studiów, z pewnością wybrałabym coś co mnie naprawdę interesuje.

  8. Teraz swiat tak bardzo sie zmienia, ze gdybym miala wybierac to… nie wiem, czy poszlabym na studia. Moze wybralabym po prostu jakis swietny kurs kodowania 🙂 Kiedys studia gwarantowaly swietna prace i zarobki, a teraz moim zdaniem liczy sie doswiadczenie i obrotnosc. No, nie mowie oczywiscie o takich zawodach jak lekarz, ale wiele kierunkow humanistycznych niewiele daje przy poszukiwaniu pracy. Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz