W lipcu będę świętować

Jak się nie zgubić?

Jak się nie zgubić w gąszczu swoich zadań?

Planowanie ma ten jeden minus, że fajnie wygląda na papierze. Kiedy 1 stycznia siadasz z kartką papieru i zaczynasz sporządzać swoją listę postanowień noworocznych, nie zauważasz jak w pewnym momencie zaczyna się ona niebezpiecznie wydłużać. W końcu przed Tobą całe 12 miesięcy, 365 dni, a więc cała masa czasu, którą trzeba efektywnie wykorzystać. Po co? Po to by 31 grudnia móc spojrzeć na swoją listą z odhaczonymi zadaniami i móc z satysfakcją powiedzieć: Udało mi się! To był świetny rok! Chcę by nowy rok był tak samo dobry!

Zastanawiałaś się kiedyś nad tym czy o którymkolwiek roku swojego życia powiedziałaś, że był świetny? Że życzysz sobie by następny też był taki? Nie zdarzyło się? Pora to zmienić!

Czy my nie zaczynamy się gubić?

Dzisiejsze czasy nakładają na nas obowiązek ciągłego doskonalenia, bycia najlepszym we wszystkim za co się zabieramy. Świat, społeczeństwo, media wymagają od nas coraz więcej. Pokazując nam za przykład spektakularne sukcesy innych, niejako żądają od nas sprostania pewnym wymogom. Przypomnę choćby nagonkę na Annę Lewandowską, jaka rozpętała się, kiedy Anka pokazała swój brzuch krótko po porodzie.

Pisałam o tym tutaj →

co z tą Lewandowską czyli spór o brzuch

I choć pewnie spora część z nas na zdjęcie kaloryfera Anki spojrzała z niemałą zazdrością, nie wywołało w nas to aż takiego oburzenia jak to przedstawiły media i inne „głosy społeczeństwa”. Nie mniej jednak lawinę ruszyły.

I choć niejedna kobieta, która z początku nie widziała problemu, czytając wciąż o brzuchu Lewandowskiej, faktycznie mogła sobie pomyśleć, że coś z nią nie tak. Że „jest leniwa, rozlazła, nieogarnięta”

Nie tędy droga

Czytając blogi swoich ulubionych twórców, widzimy tylko to co jest teraz, nie widzimy lat pracy, godzin nauki, ton przeczytanych książek czy napisanych słów. Podziwiając Chodakowską czy Lewandowską nie widzimy czasu spędzonego na siłowni, łez, potu i wyrzeczeń. Widzimy tylko to co jest teraz. Sukces. Jakby ten przyszedł nagle, z dnia na dzień.

Goniąc za tym co mają inni, zatracamy siebie i swoje marzenia. Chcemy więcej, na dzisiaj, na już. Ciągle jesteśmy zajęci, zarobieni wręcz, bo ciągle mamy coś do zrobienia. Bo narzuciliśmy sobie taką ilość zadań, że mając do dyspozycji 24-godzinną dobę musimy robić kilka rzeczy naraz. I pędzimy. Wściekamy się, bo chcemy złapać kilka srok za ogon i nam się nie udaje. Bo mamy tylko dwie ręce. I za mało czasu.

I męczymy się. Siebie i innych. Bo swoją frustrację musimy gdzieś wyładować.

Nie taki był Twój plan na życie

Zanim całkiem się zapętlisz i zaczniesz, jak ten szczeniak, gonić własny ogon, zatrzymaj się. I pomyśl czego Ty tak naprawdę chcesz. Czego chcesz dla siebie. Tak naprawdę. Co sprawia, że nabierasz wiatru w żagle? W czym czujesz się najlepiej?

Sztuką jest być najlepszą wersją samego siebie, a nie kopią kogoś innego. Żyć tak, by umieć cieszyć się z każdego z dnia, nawet jeśli niewiele różni się od poprzedniego. Realizować swoje pasje z przyjemnością, a nie z przymusem. Zdobywać swoje szczyty w swoim tempie, po swojemu.

I zwolnij!

Dzisiejszy poranek spędziłam z blogiem Julii

http://www.juliarozumek.pl/osiagniecia-i-oczekiwania/

NAJLEPSZA WERSJA DLA SIEBIE

które swoim prostym i zwyczajnym życiem zawsze sprowadzają mnie na ziemię. Uświadamiają, że ta zwyczajność, normalność jest najbardziej wartościowa. Że w tej zwyczajności często można znaleźć wiele fascynujących momentów. Podziwiam Julię za to jak nostalgicznie pisze o swojej wiejskiej sielskości, zaś Sarę za to jak obrazowo i lekko odkrywa zwykły świat wokół.

Zwolnij, napij się kawy, ciesz się chwilą

Niedawno również Ola- Pani Swojego Czasu oświeciła mnie w prawdzie tak oczywistej, że aż bolesnej. „Jeśli w tym momencie masz do wygospodarowania dwie lub trzy godziny dziennie (co w niektórych przypadkach i tak jest dużo), to nigdy nie rozwiniesz swojej działalności w takim zakresie, w jakim robi to ktoś kto ma do zagospodarowania osiem godzin dziennie, bo ma pieniądze i może sobie stworzyć etat (…) Nie ma co oczekiwać, że po roku pracy przez trzy godziny dziennie będziesz w takie samej sytuacji jak ktoś, kto rozwijał biznes online przez osiem godzin dziennie”.

Czy to nie oczywiste?

Ciesz się drogą

Kiedyś, u Kominka zdaje się, przeczytałam

Żeby dojść do celu trzeba zapierdalać

zacząć cieszyć się drogą

Jasne możesz zapierdalać, wolna droga, tylko po co? Im szybciej pędzisz, tym szybciej się spalasz. Nie lepiej zwolnić, wystawić twarz do słońca i cieszyć się widokiem wokół?

Slow life wydaje się być już tak przereklamowane, że aż nudne. Ale wolę nudno cieszyć się dniem codziennym, możliwością picia gorącej kawy w ciepłym domu, kiedy inni w mrozie pędzą do pracy. Wolę nudno przechadzać się z psem w porannym, wiosennym słońcu kiedy inni stoją w korkach, w swoich wypasionych furach. Jeśli dane mi będzie osiągnąć w życiu sukces tzw. zawodowy, to świetnie, jeśli uda mi się zrealizować moje plany to świetnie. Ale bez spiny. O moich postanowieniach nie zapomniałam, nie, nie, one nadal są i będą realizowane, skrupulatnie krok po kroku, tak jak zaplanowałam. Ale bez pędu. Slow

Slow life

3 Udostępnień

17 myśli na temat “Jak się nie zgubić?

  1. Zwolniłam już jakiś czas temu….i poczułam ogromną ulgę! Wbrew temu więcej mi się chcę, więcej mogę, więcej radości niż smutków. „Wolniej” zdecydowanie znaczy dla mnie :”lepiej”.

  2. Jak pięknie napisane! W zeszłym roku bardzo dużo sobie postanowiłam, wszystko udało mi się nawet zrealizować, ale rok zakończyłam zmęczona i przepracowana. I w Sylwestra wyjechałam na prawie miesiąc do Azji, gdzie postanowiłam… chcieć mniej. Może nie dosłownie mniej, ale wolniej. Po kolei, nie wszystko na raz – chcę mieć więcej życia w życiu. Nic w moim akurat życiu się nie zmieni, jeśli na przykład licencjat obronię we wrześniu, a nie w czerwcu jak nalegają wszyscy wokół. Chcę czasem oglądać głupie filmy, lub nie robić nic przez cały dzień – od kiedy zaczęłam sobie pozwalać na wyluzowanie jestem dużo szczęśliwsza. 🙂

    1. Właśnie o to chodzi, niby pędem coś tam osiągamy, ale ze stresu, zmęczenia czy wyczerpania nawet nie możemy się z tego cieszyć. Przecież nie o to chodzi. Taaa ja też lubię się zatopić w morzu poduszek, opychać się popcornem i oglądać niezbyt inteligentne programy typu Królowe Życia 😀

  3. Podpisuję się chyba pod wszystkim, co napisałaś. Przez krótki okres swojego dorosłego życia miałem dziwne ciągoty do baraniego pędu i dążenia w kierunku sam nie wiem czego. W pewnym momencie i z głośnym akompaniamentem wulgaryzmów stwierdziłem, że jednak hola, stop! Czas, to zasób którego cholernie mało, ale zasuwając jak mrówka na prochach jakoś i tak nieszczególnie idzie go zaoszczędzić, więc noga z gazu niczemu nie zaszkodzi… ba, tylko pomoże. Fakt faktem, że mam mocno elastyczną pracę i mogę pozwolić sobie na dużo więcej luzu niż etatowiec, jednak i tutaj jest miejsce na nadgorliwość, którą skutecznie w sobie wytępiłem. Efekt? Jakoś nie widzę, by moje wyniki zleciały na łeb, a każdego dnia znajdzie się czas chociażby na godzinny postój w drodze „od do”, bo akurat mam ochotę zerknąć w miejsce, które kiedyś tylko mijałem w pośpiechu. 😉

  4. O jak mi się podoba ten tekst! Muszę do Ciebie częściej zaglądać, bo z przypadku to zdecydowanie za mało! Bardzo mi blisko do Twojej filozofii. Nie zawsze jest kolorowo i nie zawsze mamy siłę. Jednego dnia rozpiera nas energia do robienia wszystkiego po prostu, a innym razem chce się zawinąć pod kocem w kłębek i płakać. Myślę, że każdy z nas tak ma. I my, zwyklaki-szaraki i ludzie znani. Tylko tego nie pokazujemy. Trochę racji w tym jest, bo to w żadnej mierze nie motywuje, ale za to pokazuje, że czasami każdy ma smutną, zrezygnowaną twarz. Trzeba sobie i na to dać czas. 🙂

Dodaj komentarz