Planowanie jest ważne i fajne

Jak się zmotywować?

Planowanie jest ważne i fajne

„Oj żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce…” Nie wiem czy jestem w stanie zliczyć ile razy w życiu użyłam tego zwrotu. Przypuszczalnie było to zdecydowanie więcej razy niż bym sobie tego życzyła. Najgorsza jest ta niemoc, ta wszechogarniająca, osaczająca człowieka z każdej strony niemoc, objawiająca się szeroko pojętym brakiem wiary w siebie. No bo jeśli nic mi się nie chce, tzn. nie widzę sensu w tym co powinienem robić.

Jaki jest sens?

Teraz wyobraź sobie swoją ulubioną rozrywkę, niech to będzie gra w Simsy, leżenie na trawie i gapienie się w chmury, albo sprzątanie… (no co, ludzie różne rozrywki mają).

Ludzie, którzy tracą czas czekając, aż zaistnieją najbardziej sprzyjające warunki, nigdy nic nie zdziałają. Najlepszy czas na działanie jest teraz!”

– Mark Fisher

Czy kiedykolwiek przyszło Ci do głowy zastanawianie się nad sensem np. grania w Simsy? Czy poza tym, że przepieprzasz kilka godzin dziennie udając, że żyjesz fantastycznym życiem swoich wirtualnych bohaterów, masz z tego jakąś korzyść? Jak znam życie, zaczniesz właśnie nieudolnie wymieniać sobie tylko zrozumiałe argumenty, dlaczego to robisz… ale nie w tym rzecz. Nie chodzi o to, żebyś się tłumaczył dlaczego grasz. Niech wystarczy Ci to, że to lubisz i że się przy tym relaksujesz. I luz.

Nikt poza Twoim szefem, jeśli grasz w godzinach pracy… i Twoją żoną, jeśli obiecałeś jej w tym czasie zająć się dzieckiem, nie oczekuje od Ciebie, że będziesz się tłumaczył, dlaczego lubisz grać w Simsy (albo w inne Herosy 3…. oj też potrafiłam w tej grze przepaść na wiele godzin).

Czemu więc o tym mówię?

Bo jeśli postanowiłeś sobie coś wykonać, a teraz jęczysz, że Ci się nie chce, najprostszą metodą motywacji staje się argument, że im szybciej wykonasz swoją robotę, tym szybciej wrócisz do grania….

Brzmi znajomo? Pewnie. Tak zwykle nakłaniamy dzieci, żeby a) wyniosły śmieci, b) wyszły z psem, c) odrobiły lekcje (lub w odwrotnej kolejności). Na nas dorosłych też to działa, tylko nieco inaczej. Podstawową kwestią wydaje się ustalenie, co i dlaczego mamy do zrobienia.

Wyobraź sobie, że Twoim celem i zadaniem do wykonania na dziś, jest zrobić obiad. Też mi wyzwanie- zakrzyknie niejedna z nas. Pewnie, dzień jak co dzień. Kobiety muszą się z tym zadaniem mierzyć codziennie, i zawsze jest to nierówna walka. Ale nieważne czy jesteś kobietą czy mężczyzną. Generalnie Twoje zadanie to dzisiejszy obiad. A chęci nie ma. Tzn. są, ale na co innego… o kawki bym się napiła, … może książkę poczytała… ale tak mnie nogi bolą, że muszę poleżeć… I mimo kawki, książki i leżakowania, chęci brak.

W takiej sytuacji masz dwa wyjścia, albo pójść na skróty i zamówić kebaba, albo pójść do kuchni i wziąć się za robotę.

Powiem tak, czasem warto iść na skróty, bo jeśli Twój dzień w pracy dał Ci w kość, to nie warto mścić się na jedzeniu. Mówią, że kuchnia jest sercem domu i że kucharz to serce wkłada przygotowując posiłek. Wkurzony/a nikomu nic dobrego nie dasz. Co najwyżej przesolisz ziemniaki i przypalisz kotlety. Obiad zrobisz, ale poza tym, że zadanie wykonasz, to żadnej satysfakcji z tego nie będzie. Ot, zrobione, odfajkowane, nie ma.

Chyba jednak nie o to chodziło

Na początku tekstu pojawił się motyw sensu wykonywanego zadania. Choć brzmi to banalnie i nie do końca poważnie, warto jednak zastanowić się czy nie lepiej jednak się zmotywować (nie, nie zmusić) do tego, żeby ten obiad rodzinie przygotować. Dlaczego? Choćby ze względów czysto zdrowotnych. Sam gotujesz, z produktów które sam kupiłeś, a więc Wiesz Co Jesz. I czym karmisz rodzinę. Nawet zwykły kotlet mielony potrafi wyśmienicie smakować, jeśli się go dobrze przyrządzi. Dodać szczyptę innej, niż zwykle, przyprawy. A może zamiast zwykłych tłuczonych ziemniaków, pokroić je w słupki, skropić olejem, oprószyć przyprawą i upiec w piekarniku?

Do czego Ty Mondralo zmierzasz?- zapytasz.

Ano do tego, żeby cieszyć się tym co się robi. Jeśli sprawia Ci radość gotowanie, to przygotowywanie obiadu codziennie nigdy nie stanie się przykrym obowiązkiem. Jeśli lubisz widzieć spadające z wagi cyferki, to bieganie w strugach deszczu nigdy nie stanie się przymusem.

Nie będziesz wówczas musiał nagradzać się kolejną partyjką w Simsy, bo nagrodą będzie efekt jaki osiągnąłeś dzięki temu co zrobiłeś.

A zatem ->

Jak się zmotywować?

To proste ->

Nie traktuj zadań do wykonania w kategorii przymusu

Wówczas będziesz miał poczucie, że robisz coś bo chcesz, bo jest to potrzebne. Jeśli nie Tobie, to innym. To, że masz jakieś zadania do wykonania z reguły z czegoś wynika.

Dla przykładu: piszesz pracę magisterską, bo chcesz przed nazwiskiem postawić sobie mgr, albo po prostu zwiększyć swoje szanse na lepszą posadę. Uczysz się angielskiego, bo wkurza Cię tłumacz Google, który nie umie przetłumaczyć Ci tekstu z nowej gry na PS4. Chodzisz na bieżni na siłce, bo chcesz zrzucić zimowy tłuszcz z brzucha. Każde zadanie, jakie sobie narzucasz, do czegoś prowadzi.

Ale zanim dojdziesz do celu, musisz pokonać jakąś drogę.

„Żeby dojść do celu, trzeba zapierdalać zacząć cieszyć się drogą”

– prawdopodobnie Jason Hunt

Bo cel jest jeden, a droga do niego długa i trudna. Jeśli ją olejesz, możesz zapomnieć o celu.

Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby po dobrze wykonanym zadaniu, lub choćby jego części, nagrodzić się kolejną partyjką Simsów 🙂

Kumasz?

Mam nadzieję, że tak, bo muszę CHCĘ zrobić obiad. Taki mi właśnie pomysł na mielone do głowy przyszedł….

Baaaaaj 🙂

1 Udostępnień

7 myśli na temat “Jak się zmotywować?

  1. Super tekst, !
    Co do pracy mgr, to jakoś nie mogę się zmotywować, odkładam juz kolejny rok 😛 ale mam nadzieję, że zacznę stosować Twoje słowa , że nie muszę ale chcę ją napisać i w końcu to zrobię 🙂

    1. Pewnie, że wszystkiego się nie da. Ale jeśli nie nauczymy się szukać pozytywów w tym co robimy, to zwyczajnie będziemy się męczyć, np. w nielubianej pracy.

Dodaj komentarz