Lumpex fashion

<a href=”https://www.bloglovin.com/blog/19148159/?claim=xzybsyz2a9n”>Follow my blog with Bloglovin</a>

Moda w epizodach

Z modą wiąże się kilka epizodów w moim życiu. Jednym z nich było projektowanie. Miałam wtedy jakieś 11 lat? Może więcej. Rysowałam godzinami, inspirowałam się wszystkim, miałam całe pudła swoich rysunków. Projektowanie było moją ulubioną rozrywką. Nabierało większego wymiaru kiedy jechałam do mojej kuzynki, której mama była krawcową. Miała masę pism Burda i jeszcze większą masę przeróżnych skrawków materiału. A my miałyśmy Barbie. Takich ciuchów jak nasze lalki nie miał nikt 🙂 Do dziś pamiętam legginsy jakie uszyłam mojej lalce. Były mega wąskie, miały nogawki 3/4 i można je było ściągać 😀

A przypominam, że moje dzieciństwo przypadało na okres kiedy Barbie kupowało się Pewex`ie bądź dostawało od rodziny z zagranicy. Posiadanie więc ubrań i innych akcesoriów nie było więc sprawą prostą.

Eh szkoda, że w pewnym wieku człowiek pozbywa się wszystkiego co mu dzieciństwo przypomina :/ albo inaczej, szkoda, że nie mamy strychów/garaży/piwnic jak w amerykańskich filmach, gdzie można by przechowywać swoją przeszłość, którą następnie z wypiekami na twarzy odkrywać będziemy na starość, a potem nasze dzieci i wnuki… „Zobacz! babcia nie zawsze była babcią”, „zobacz, jakie babcia ciuchy nosiła”, „ale ta nasza babcia kiedyś laska była”… no tu już mnie wyobraźnia ponosi, ale kto marzycielowi zabroni 😉

Modowa pasja

Moja modowa pasja w latach późniejszych przerodziła się w miłość do starej maszyny do szycia, którą swego czasu molestowałam. Była to miłość o tyle głęboka, że maszyna była dla mnie złotą rybką spełniającą życzenia. Miałam wówczas jakieś 18 lat, namiętnie czytałam Cosmopolitan i godzinami oglądałam Fashion Tv. Jarałam się prezenterkami niemieckiej VivaTV i szyłam sobie ubrania: spódnice, sukienki, jakieś spodnie się trafiły. Nie miałam żadnego przygotowania do szycia, nie znałam ściegów (do dziś zresztą nie znam), ale szyłam i nosiłam to co uszyłam z dumą. Bo takich ciuchów jak ja, nie miał nikt 😀

Były również stylizacje kombinowane z tego co było pod ręką, bo ani w sklepach wiele się nie działo, ani moi rodzice nie zawracali sobie głowy takimi bzdurami jak nowe ciuchy co sezon. Do dziś z rozrzewnieniem wspominam moje stylizacje: np. męska marynarka, męska koszula pod spodem, krótka spódniczka w szkocką kratę, i długie wiązane na całej długości oficerki; albo spodnie ogrodniczki, z zapiętą jedną szelką bądź całkiem opuszczone na biodra, z podwiniętymi nogawkami, do nich długie sznurowane oficerki i krótki sweter odsłaniający brzuch. Przy czym męska koszula i marynarka pochodziły z szafy mojego dziadka, buty miałam od babki z USA, a krótki sweter był zwykłym swetrem z lumpeksu, po prostu odciętym w połowie.

Moda w lumpeksie

Dziś czasy się zmieniły, wszystko to co w Tv czy w czasopismach można sobie kupić. Wystarczy dysponować odpowiednimi zasobami. Ale mnie to nie kręci, wolę sobie kreować coś po swojemu, z rzeczy który nie są ogólnie dostępne, bo nie pochodzą z sieciówek. Bo choć nie chcę się jakoś specjalnie wyróżniać, to jednak nie lubię wyglądać jak wszyscy. Nie znoszę sytuacji, kiedy widzę kogoś ubranego w to samo co ja. Maryla Rodowicz kiedyś powiedziała, że w „starych czasach” lubi to, że żeby wyglądać fajnie trzeba było się wykazać kreatywnością. Począwszy od tematu zdobycia materiału, poprzez projekt i szycie.

Dziś też można, trzeba tylko pomyśleć, przemyśleć i jarać się swoim artyzmem 😀

sweter- lumpeks nr 1- 5 zł

spódnica- lumpeks nr 2- 2zł

trampki- podprowadzone od małżonka

torebka- CCC ok. 100 zł

Zapisz

10 Udostępnień

35 myśli na temat “Lumpex fashion

  1. Oj ja też straszna lumpeksiara :). Tam znajduję prawdziwe perełki, a jestem trochę kolorowym ptakiem. Ach i nie lubie wyglądać jak.połowa Kobiet w naszym kraju czytaj – ciuchy z sieciówki. Pozdrawiam serdecznie super wyglądasz.

  2. Twój tekst obudził we mnie wspomnienia moich szalonych, awangardowych stylizacji, bazujących głównie na lumpeksach właśnie… Fajnie było 🙂 Teraz energię puszczam w inne kierunki, na odzieżowy już jej nie starcza.

  3. Kreatywność i pomysłowość jest często ważniejsza niż cena ubrania. Ciekawa kreacja:) Mąż pewnie żałuje, ze nie ma większego rozmiaru buta;)

  4. Z sentymentem wspominam czasy, kiedy chodziło się do sklepów, wybierało materiał z beli, a potem kilka wizyt u znajomej krawcowej. Każdy miał znajomą krawcową 🙂 Tamte sukienki to było coś.

  5. Do lumpexów jako takich nie umiem się przekonać, natomiast wymieniamy się ciuchami z koleżankami, czasem przejmę coś po mamie, co leżało w szafie od 20 lat, a nauczenie się porządnie szyć jest jedną z tych rzeczy, które koniecznie chcę zrobić, gdy uda mi się znaleźć mniej nerwowy okres 🙂

  6. Kreatywna stylizacja. Przyznam, że PL lumpexy mnie nie fascynują, przez swój ohydny zapach, porwane ubrania, i sprzedawaną używaną bieliznę – od majtek po skarpetki itp. Myślałam, że to normalne dopóki nie zobaczyłam jak to wygląda w innych krajach. Od 5 lat mieszkam w NI i tu wygląda to trochę inaczej. U nas nie ma lumpexów, tylko charity shop. Rzeczy, które są w sklepie pochodzą od ludzi z domu, którzy je charytatywnie dostarczają. Jednak ubrania są niezniszczone i nie znajdziemy wśród nich majtek itp. Całkowity zakaz i to chyba zrozumiałe… no i zapach nie odstrasza. Oczywiście pieniądze z ubrań idą na cele charytatywne.

    1. Pomysł godny naśladowania, naprawdę. Ale powiem Ci szczerze, w moim mieście w tej chwili jest 6 sklepów z używaną odzieżą i te nowsze już nie przypominają ich poprzedników. Ubrania wiszą na wieszakach, a pomieszczenie przypomina zwykły sklep a nie magazyn. I choć też mają swój specyficzny zapach to już jest nieco bardziej znośny 😉

  7. To co najważniejsze to mieć dobre oko… do wyszukiwania i łączenia poszczególnych części garderoby… no i warto znać samego siebie – w czym się dobrze czujemy i jakie kolory do nas pasują… Potem lumpeksy to raj dla zdobywców i poszukiwaczy genialnych stylizacji. Dla mnie istotne jest jeszcze dobranie do tego dobrej jakości butów i torebki – i tutaj preferuje wybrane marki i zakup w sklepie 🙂

Dodaj komentarz