Szczęście po naszemu, czyli wraca moda na hygge

Idzie zimno, idzie hygge… wraca zeszłoroczna moda na hygge?

moda na hygge klucz do szczęścia

Nie ukrywam, że rok temu też jej uległam. Może nie modzie na hygge w wersji skandynawskiej do której jednak mi daleko, ale mojej własnej interpretacji. Bo o ile samo słowo jest dla mnie zimne, sztywne i zupełnie nie moje, to już jego definicja, choć dotąd niejednoznacznie określona, już bardziej.

W zeszłym roku, w innym miejscu, taki oto artykuł popełniłam. Jest nadal aktualny.

Na temat hygge napisano już wiele, więc nie będę po raz kolejny temu tematu powielać. Ogólnie rzecz ujmując hygge opisywane jest jako „duńska sztukę szczęścia (…) filozofia życia, coś, co czyni ludzi szczęśliwszymi (…) dotyczy różnych sfer życia – poczynając od emocji, uczuć, na architekturze, designie i gotowaniu kończąc”. Taką definicję znalazłam na blogu Hygge

Książka: Hygge. Duńska sztuka szczęścia.

Hygge- ktoś Ty?

Definicję słowa Hygge świetnie oddaje fragment tekstu pochodzący z książki Meik Wikinga „Hygge. Klucz do szczęścia”:

Kubuś Puchatek na pytanie jak się pisze słowo oznaczające pewne uczucie odpowiedział „Tego się nie pisze, to się czuje”.

Zaś całą kwintesencję hygge prezentuje inny fragment:

„Któregoś roku w grudniu, tuż przed Bożym Narodzeniem, spędzałem weekend z kilkorgiem przyjaciół w starej chacie. Najkrótszy dzień w roku rozświetlał pokrywający wszystko dookoła śnieżny kobierzec. Kiedy około czwartej po południu zaszło słońce i mieliśmy je zobaczyć dopiero za siedemnaście godzin, weszliśmy do środka, żeby rozpalić ogień w kominku. Zmęczeni długą wędrówką, na wpół śpiący, w grubych swetrach i wełnianych skarpetach, usiedliśmy wokół paleniska. Słychać było jedynie bulgotanie gotującego się gulaszu i trzaski ognia, od czasu do czasu ktoś wypił łyk grzanego wina. Nagle odezwał się jeden z przyjaciół: 

  • Czy może być coś bardziej hygge? – spytał retorycznie
  • Może – powiedziała po chwili jedna z dziewczyn – Gdyby na dworze rozszalała się burza śnieżna”.

Skandynawia generalnie kojarzy mi się z zimnem, bielą, śniegiem, ale i słońcem, choć mocno przygaszonym. Kocham zimę śnieżną, ale koniecznie słoneczną, i niechby mróz sięgał nawet do -20 stopni… Taka aura powoduje, że czuję jakąś wewnętrzną radość, zachwyt… urzeka mnie to co widzę dookoła.

Hygge więc kojarzy mi się z zimą i z tym wszystkim co czujemy i co robimy, aby uprzyjemnić sobie ten zimowy czas. Jest więc to pewien stan emocjonalny… to poczucie szczęścia, euforii, jakiś rodzaj przyjemności… duchowej czy fizycznej… to szeroko pojęty klimat, nastrój, ciepło…

Swoją książkę o hygge dostałam właśnie zimą, pod choinkę i czytałam ją długo… bardzo długo, mimo że jej objętość pozwala na rozprawienie się z lekturą w jeden wieczór… lecz ja czytałam ją podczas długich, gorących, relaksujących kąpieli… to bardzo odpowiednie warunki do czytania tej pozycji 🙂

Hygge- tego się nie pisze, to się czuje

W samej książce jest wiele fajnych tekstów, takich z którymi człowiek natychmiast się utożsamia, przy których myśli „ooo tak właśnie mam”. I choć wiele rzeczy jest typowo skandynawskich, szczególnie jeśli chodzi o design, to łatwo można je sobie „przetransferować” na własny styl 😉

Dla mnie hygge to po prostu pewien szczególny klimat, który tworzy m.in.:

Hygge to światło

miękkie, ciepłe, kojące

światło świec– delikatnie drgający płomyk, tworzący niesamowite wizualizacje na wszystkim w czym się odbija

zachód słońcaniesamowite zjawisko, które najpiękniej chyba wygląda w długie, letnie wieczory

światło punktowo rozmieszczone

Najbardziej klimatyczne, najcieplejsze i najłagodniejsze dla naszych zmysłów, szczególnie po długim ciężkim dniu. Takie światło dają lampy stołowe, ustawione na stolikach, konsolkach czy parapetach

Hygge to przyjemności

niezaprzeczalnie kojarzą się z rozpieszczaniem zmysłu smaku

kawarozgrzewająca, aromatyczna, parująca w ulubionym kubku, najlepsza o poranku… szczególnie wtedy gdy za oknem leje, a my nie musimy nigdzie iść 🙂

gorąca czekolada– pyszna, słodka, rozpływająca się w ustach rozkosz, najlepsza na jesienne deszczowe dni

herbata– gorąca zimowa herbata pachnąca pomarańczą, anyżem i goździkami… ten zapach nieodparcie przywodzi na myśl świąteczne, zimowe wieczory… przy kominku, w którym miło trzaska ogień, otuleni ulubionym, ciepłym kocem…

bez słodyczy i ulubionej prasówki się nie obejdzie

a wieczorem może jakaś słodka nalewka? Na przykład mandarynkowa z anyżem, cynamonem i goździkami (przepis na likier mandarynkowy podam niebawem, bo czas najwyższy już go przygotować by cieszyć kubki smakowe podczas świąt :D)

Hygge to ciepło

Pierwsze skojarzenie to ciepły sweter, grube skarpety, gorąca herbata i kominek w którym kojąco trzaska ogień, i koniecznie szalejąca za oknem burza … no może nie szalejąca, ale chociaż padający nieprzyjemny, marznący deszcz.

Hygge to Dom

To miejsce w którym jesteśmy sobą, w którym czujemy się najlepiej, ten stan emocjonalny najlepiej oddaje znana sentencja wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Dom, a w nim ulubiony fotel

miejsce w którym można oddać się lekturze

zatracić się w wyobraźni

lub zwinąć się w kłębek, zamknąć oczy i otulając się ulubionym kocem, po prostu odpoczywać

Hygge to bycie razem

Miłość- to nie tylko Walentynki, ale okazywanie sobie uczuć codziennie, chociażby poprzez wspólnie jedzone posiłki, przy fajnie nakrytym stole

Rodzinato miłość w czystej postaci, bezwarunkowa, bezinteresowna…

Radość- a więc jakieś zabawy, wygłupy, wygładzone „selfie”… to też bycie razem tak po prostu, bez nadęcia, na luzie, swobodnie… 

Hygge to po mojemu po prostu poczucie szczęścia, bez względu na to czy wywołuje je uśmiech mojego dziecka, wolna chwila dla siebie czy kupno nowego bibelotu do domu 🙂

Nim pojawiało się u nas słowo hygge mówiło się „jest mi po prostu zajebiście dobrze” 😀

***

Nie mam absolutnie nic przeciwko temu abyś udostępnił mój post, jeśli Ci się podobał. Za komentarz również się nie obrażę 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

3 Udostępnień

21 myśli na temat “Szczęście po naszemu, czyli wraca moda na hygge

  1. wspaniałe podsumowanie tej cudownej ideologii. Odkąd pierwszy raz usłyszałam o hygge zaczęłam to przenosić do swojego domu. Docenianie drobnych rzeczy w końcu jest najważniejsze 🙂

  2. Bardzo piękny wpis. 🙂 Myślę, że nie tylko Duńczycy czy Skandynawowie mają swoje hygge. My w Polsce też mamy swój ciepły, rodzinny klimat późnej jesieni i zimy, świąt, długich wieczorów. Hygge, przytulność, ciepło… słowa nie mają znaczenia, jeśli tylko zauważamy i doceniamy takie momenty w swoim życiu. A może raczej potrafimy je stwarzać, celebrować i uczyć tego swoje dzieci. Mam w swoim bliskim otoczeniu osoby, które nie wyniosły tej umiejętności z rodzinnego domu i przez długie lata nie kreowały takich scen w swoim domu, zaczęły dopiero w swoim dorosłym, a w zasadzie dojrzałym życiu. To na pewno trudniejsze, ale wprowadza wielką zmianę.
    Sama myślę, że właśnie od tych drobiazgów i podejścia do nich zależy jakość naszego życia. A to znaczy, że naprawdę niskim kosztem, możemy zmienić bardzo dużo!
    Pięknego listopada 🙂

    1. Masz absolutną rację. Prawdę mówiąc ja jestem takim przykładem, który nie wyniósł z domu tej umiejętności kreowania przestrzeni wokół siebie.Np. moja mama nie znosi świec, ja zaś uwielbiam, więc teraz w dorosłym życiu palę ich ile wlezie 😉 Nie używam prawie wcale górnego światła, zaś u moich rodziców pali się tylko takie. Można by mnożyć przykłady…

  3. Fajny wpis – przyjemny również wizualnie 🙂 Książkę czytałam, klimat mi odpowiada, więc jak najbardziej wszystko się zgadza 🙂

  4. Przepiękne zdjęcia, oddałaś klimat hygge 😉 Są prześliczne, naprawdę!
    Zawsze, kiedy jest mowa o tej książce, to śmieję się, że byłam hygge zanim to było modne 😉 Lubię i potrafię być szczęśliwa (mimo że jak każdego nie omijają mnie troski ;)) , uwielbiam skandynawskie klimaty, marzy mi się podróż w tamte strony.

  5. O tak, pięknie piszesz o hygge 🙂 bez zbędnego pitu pitu. Wielu hygge stosuje nie zając tego terminu, a przecież o to chodzi. Nie o termin, a o zwykłe, codzienne przyjemności <3

Dodaj komentarz