Co z tym stylem czyli oko w oko z Madame Chic

Szkoła wdzięki Madame Chic

Szkoła wdzięku Madame Chic

„Szkoła wdzięku Madame Chic” jest jedyną z kilku części poradnikowych bestsellerów Jennifer L. Scott jaka wpadła mi w ręce. Pozostałe to Lekcje Madame Chic i W domu Madame Chic. Jeśli sięgnę po którąś z nich to tylko z czystej ciekawości. Generalnie książka jest przepełniona przeróżnymi poradami począwszy od tych dotyczących zawartości szafy, poprzez sposoby jedzenia np. karczochów, aż po przykłady „seriali z klasą”. Ogólnie całkiem pokaźna ilość informacji na 240 stronach. Niektóre z nich są tak banalne i oczywiste, że opisywane budzą uśmieszek i znaczące uniesienie brwi, jak np. temat usuwania zbędnego owłosienia czy utrzymywania paznokci w czystości.

Madame Chic to Madame Bucket?

Głównym zarzutem pod adresem tej książki jest to, że hołduje zasadzie iż elegancja czy klasa wiąże się ze sztywniactwem. Najprościej mówiąc. Madame Chic jawiąca się tu jako uosobienie chodzącej doskonałości przypomina mi typową, serialową angielską panią domu. A jedyną, znaną mi, angielską panią domu, niezwykle dbającą o konwenanse, jest Madame Bucket z serialu „Co ludzie powiedzą”. Oczywiście Hiacynta jest postacią mocno przerysowaną, gdyby więc usunąć z serialu te skrajności mielibyśmy Madame Chic. Panią domu z nienaganną fryzurą, strojem i makijażem, która od rana wygląda tak jakby miała zaraz wyjść. W spódnicy do kolan, sweterku w serek, rajstopach, pantoflach na słupku i perłach. Zupełnie jak „przetransferowane” dziewczyny z Project Lady. Bułkę przez bibułkę. I tak co dzień.

Szkoła wdzięki Madame Chic

I owszem, kusząca jest kwestia dotycząca codziennego stroju czyli noszenia w domu tych samych rzeczy w których wychodzimy, ale…

Madame Chic nosi fartuch

No właśnie ale… Z reguły w domu chodzimy w tym w czym jest nam wygodnie. Trudno, żebyśmy paradowały od rana w gustownym kostiumiku jeśli dopiero późnym popołudniem mamy spotkanie, na którym musimy się nienagannie prezentować. Prawdę mówiąc, czułabym się dwukrotnie zestresowana- owym spotkaniem, jak i tym, czy za chwilę nie poplamię mojego wdzianka poranną kawą. Albo czy nie oślini mi kołnierzyka mój ząbkujący niemowlak. I tu pojawiła się porada, która rozbawiła mnie do łez. Otóż, aby nie zniszczyć swoich eleganckich ciuchów np. podczas zabaw z dziećmi, należy założyć na nie fartuch! Na te ciuchy, nie dzieci 😀 Co ciekawe, autorka argumentuje to tak „niezwykle ważne jest abyś dobrze się prezentowała także w domu, zwłaszcza jeśli masz dzieci. Większość związanych z tobą wspomnień będą łączyły z życiem domowym (…) z pewnością nie chcesz, alby dzieci zapamiętały cię w dresach do jogi!”. Hmm, no chyba jednak wolę by moje dziecko widziało mnie w dresach niż żeby przytulało się do fartucha. Będąc dzieckiem czułabym się jak jakiś zarazek przed którym mama się chroni. Na szczęście autorka jest osobą wspaniałomyślną i rozumie to, że jeśli ktoś cały dzień w pracy spędza w kostiumie, w domu chce się zrelaksować i zwyczajnie wyjść z tego uniformu. Dopuszcza więc posiadanie „specjalnego zestawu ubrań do chodzenia po domu”. I na szczęście nie każe nam chodzić w domowych kostiumach, z lżejszych, niedrogich materiałów czy udających jedwab bluzkach, lecz zezwala na legginsy i sweter. Alleluja!

Madame Chic nie nosi ubrań „po domu”

A tak serio. W mojej szafie zawsze wiele było ciuchów przeznaczonych do noszenia „po domu”. I tak naprawdę, była to najwyższa z możliwych tragedia, bo nigdy nie chciałabyś aby ktokolwiek poza tymi z którymi mieszkasz (czyli rodzice i rodzeństwo, bo mówimy o naprawdę dawnych czasach) w podobnych ciuchach Cię kiedykolwiek widział. Nawet do prac w ogrodzie masz z pewnością lepsze ubrania niż to co ja mam w tej chwili na myśli. I tak, zaliczyłam kilka wpadek, kiedy nieoczekiwanie bez zapowiedzi, rzecz jasna, wpadła koleżanka, albo co gorsza kolega… To skutecznie zniechęciło mnie do zakładania ubrań w których wstyd się komukolwiek pokazać. Były to np. za krótkie sweterki, których żal wyrzucić, a Ty nie powinnaś w nich chodzić bo Twoja talia wygląda jakbyś założyła koło ratunkowe. Były to też spodnie, których kolor dawno wypłowiał, albo skrył się pod odcieniem farbującej różowej koszulki twojej siostry, ale oczywiście żal wyrzucić.

Szkoła wdzięki Madame Chic

Być jak Madame Chic. Serio?

Więc- tak! Również jestem za tym, żeby jednak w domu też jakoś wyglądać. Dla samej siebie. Czy raczej dla własnego dobrego samopoczucia. W końcu kiedy wpadnie ktoś niespodziewany, np. wkurzająca sąsiadka, nie będziesz wstydliwie naciągać za krótkiego sweterka i chować się za drzwiami z nadzieją, że może jednak nie zechce wejść do środka.

Nie mniej jednak, jakoś nie wyobrażam sobie Madame Chic w tej spódnicy i rajstopach jak zwija się w kłębek na fotelu, owija kocem, by w zimowy mroźny wieczór, poczytać przy kominku.

Komfort i wygoda przede wszystkim.

Zarówno w domu jak i poza nim.

Zapisz

19 myśli na temat “Co z tym stylem czyli oko w oko z Madame Chic

  1. I ja od pewnego czasu nawet ubrania „na po domu” mam dość „ładne” – odkąd mieszkam z mężem 😀 Postawiłam nie tylko na wygodę, ale też dobre samopoczucie: jak mam czuś się seksowna i ładna, skoro moje ubrania to pobrudzone, podziurawione łachy? 😀

  2. Wygoda jest ważna i można ją spokojnie połączyć z wyglądem. Oczywiście wszystko ma pewne granice. Ważne aby wyglądać schludnie i czysto 🙂
    ——————
    Projektuję, szyję oraz podróżuję. Zapraszam na bloga z moimi eksperymentami modowymi 🙂
    http://www.knaji.com

  3. Kapitalna recenzja, rozjaśniłaś nią mój dzień, ale i namieszałaś w głowie… Skąd ja wezmę fartuch, który będzie wystarczająco elegancki a jednocześnie miękki i przytulny, do tego wygodny i będzie pasował do wnętrz, w których bedę w nim się przemieszczać (o tym nic w książce nie było? jak dopasować fartuch do otoczenia? karygodne zaniedbanie!)
    Pozdrawiam i dziękuję 🙂

Dodaj komentarz