Ustąpić czy nie ustąpić

Winny pasażer ?

Kilka dni temu, pewien oburzony ojciec opublikował na Facebooku wpis dotyczący zachowania kierowcy warszawskiego autobusu w stosunku do siebie i swoich dzieci.

Cytat:

„Szanowni Państwo,
jechałem wczoraj z dwójką małych dzieci autobusem 503 odjeżdżającym o 18:12 z przystanku Plac na Rozdrożu w kierunku Natolina. Po dłuższym czasie podróży dzieci zaczęły, jak to dzieci lubią czasem zrobić, płakać i krzyczeć, i nie dały się uspokoić (z pewnością wpływ na tę sytuację miało to, że nie było miejsc siedzących i nikt nam nie ustąpił, ale to już nie Państwa wina). Kierowca zatrzymał autobus na przystanku i kazał nam wysiąść. Odpowiedziałem, że nie wysiadamy i proszę jechać; na szczęście dzieci po chwili się uspokoiły i pojechaliśmy. Tym niemniej za niedopuszczalną uważam taką sytuację. Dodam jeszcze, że nie jest to pierwszy przypadek podobnego zachowania kierowcy linii 503 – mniej-więcej rok temu w tej samej linii kierowca odmówił przewiezienia mnie i żony oraz z dziećmi oraz dwóch rowerów, twierdząc, że nie można w ZTM przewozić rowerów. Bardzo proszę o reakcję w tej spawie.”

Niewinny kierowca ?

Kilka dni po zdarzeniu metrowarszawa.gazeta.pl publikuje wersję wydarzeń przedstawioną przez przewoźnika. „Z analizy nagrań monitoringu oraz wyjaśnień złożonych przez kierowcę wynika, że kierowca zwrócił uwagę pasażerowi na fakt nieodpowiedniego zachowania się dzieci, jednak nie wyprosił rodzica wraz z dziećmi z pojazdu. (…) Na monitoringu widać, jak dzieci wieszały się na poręczy, wciskały przyciski, które służyły do komunikacji pasażerów z kabiną kierowcy.”

Nie byłam, nie widziałam, więc nie mnie oceniać kto w tym sporze ma rację. Chciałabym jednak odnieść się do tego co napisano. Bo tego typu zachowania mają miejsce. Nieraz i nie dwa byłam świadkiem podobnych zachowań dzieci, podczas gdy rodzice w najlepsze rozmawiali przez telefon, lub między sobą, kompletnie nie zwracając uwagi na swoje dzieci. Jeśli ktoś jeździ komunikacją miejską wie jakie to irytujące.

Dzieci winne ?

Pod postem oburzonego pasażera pojawiło się 468 komentarzy (stan na 14.09.2017, godz. 11:20) na przykład takie:

„Ciekawe, że nigdzie pan Jakub nie raczy podać wieku dzieci, skoro wieszały się na poręczach i przyciskały przyciski, to za pewne nie są to 2-3 latki i można już od nich czegoś wymagać. Jeśli płacę za ZTM to mam prawo jechać bezpiecznie i we względnym komforcie. Mogę wybaczyć jeśli drze się całą drogę niemowlę (chociaż niejednokrotnie przez taki hałas musiałam wysiąść z pojazdu, wolałam dojść dalej pieszo, lub poczekać na kolejny niż znosić taki hałas), a co innego rozpuszczone dzieci samodzielnie biegające po autobusie. I dlaczego to ja mam wysiadać, skoro pan terroryzuje całe otoczenie swoimi za pewne nie maleńkimi dziećmi?”

albo takie

„Jeżeli nie jestem w stanie opanować dziecka, gdy jego zachowanie przeszkadza innym, to – jako osoba wyposażona w empatię, przepraszam wszystkich za niedogodność i próbuję zorientować się na ile sytuacja jest „inwazyjna”. W razie konieczności, po prostu wysiadam z autobusu, a jeśli dzieciaki są wystarczająco kumate, „sprzedaję” im ten fakt jako edukację – takie zachowania, jako przykre dla innych, nie znajdują mojej akceptacji i z takim wynikiem pozostawiam dzieciaki”.

ale pojawiły się i takie:

„(…) No a jak chce się miejsce siedzące, to polecam taksówkę”

Społeczeństwo winne ?

Jestem matką dwóch córek, w wieku 11 lat i prawie roku. I nie widzę różnicy w zachowaniu się innych w stosunku do ciężarnych czy rodziców z małymi dziećmi. Nic się nie zmieniło przez te 10 lat. Moje spostrzeżenia z roku 2006 pokrywają się z tymi z 2016. I tak- miejsca w autobusie ustępują głównie mężczyźni, w przedziale wiekowym mniej więcej 18-30 i 50+. Kobiety oczywiście nic nie widzą, tylko dwie przepuściły mnie w kolejce do kasy. Były mniej więcej w moim wieku. I było to w roku 2016. W 2006 nie zarejestrowałam ani jednego takiego przypadku. A muszę dodać, że wtedy poruszałam się głównie komunikacją miejską. Co więcej, pamiętam że któregoś dnia, przy drzwiach wejściowych do autobusu zostałam wręcz odepchnięta przez panią w wieku ok. 65 lat, która później wszem i wobec pokazywała jaka jest zmęczona i jak jej ciężko… Bez komentarza. Tylko o czym to świadczy? Nie będę rzucać epitetami, bo nawet mi się nie chce.

Aha. Pisząc o kolejce do kasy, mam na myśli kasę z pierwszeństwem!

Wracając do artykułu. Też jestem matką, i szlag mnie trafia kiedy moje dziecko drze się w sklepie bądź innym miejscu użyteczności publicznej. Staram się jak mogę, dwoję się i troję, żeby się uspokoiło, ale to jest dziecko. Czasem zwyczajnie nic nie działa. Ale nie wyobrażam sobie, że nie reaguję. Że udaję, że nie słyszę. Taki sposób wychowania to ja mogę zastosować w domu, kiedy na wrzaski mojego dziecka narażona jestem tylko ja. Ewentualnie sąsiedzi, jeśli mamy cienkie ściany;) Ale nie w autobusie. I tak samo, jeśli ja nie narażam innych na wysłuchiwanie wrzasków mojego dziecka, tak samo nie mam ochoty wysłuchiwać innych. I rozumiem oburzonych pasażerów. Oczywiście w sytuacji jeśli rodzic reaguje, nawet jeśli bezskutecznie. Ale reaguje. Osobiście wolę wysiąść, niż palić się ze wstydu na oczach innych. A tak właśnie czułam się w sytuacjach w którym moje próby uspokojenia dziecka nic nie dawały. Naprawdę lepiej wysiąść i poczekać na kolejny autobus. Jest duża szansa, że dzieciak się w tym czasie nieco uspokoi.

Żyć i pozwól żyć innym!

Fajnie by było gdybyśmy wszyscy się do tego prostego hasła stosowali.

18 myśli na temat “Ustąpić czy nie ustąpić

  1. A mi się podobał komentarz jednego pana kierowcy autobusu – powiedział, że on jest w pracy. Przez kilka godzin jest odpowiedzialny za zdrowie pasażerów, przez kilka godzin włącza się do ruchu, zmienia pas, staje, hamuje i rusza. I jak każdy człowiek może mieć ból głowy, być zmęczony. A takie wrzeski/piski – przeszkadzają mu się skupić i wykonywać swoje obowiązki.
    Wg mnie to było badzo fajne co powiedział bez względu czy kierowca wyprosił ich czy nie. Każdy patrzy na sprawę z punktu widzenia pasażera z dzieckiem lub bez. A nikt z punktu widzenia kierowcy.

  2. Nie da się ocenić. Nie byliśmy tam wiec nie wiadomo jak było. Jak jestem w miejscu publicznym to robie co moje by koje dzieci były jako tako okiełznane i cywilizowane ale szczerze jak mi 2 mies krzyczy bo go boli brzuszek to dużo bie wskóram. A wysiąść nie wysiądę…

  3. Jeśli dzieci naciskały przyciski stop, to można zwrócić uwagę. Jednak krzyki to zupełnie inna kwestia, na pewno nie wpływa na bezpieczeństwo w czasie jazdy. Nie wstydzę się za krzyk mojego dziecka, bo to miasto jest nieprzystosowane do życia i dzieci, a nie dzieci nieprzystosowane do miasta.

    1. hmm a w jaki sposób miasto miałoby się przystosować do dzieci? Jedyna opcja jaka przychodzi mi do głowy, to ewentualnie zamontowanie składanych siedzeń (coś takiego jak było w pociągach na korytarzach, są jeszcze takie?) dla dzieci z pasami, żeby ograniczyć sytuacje, że „nikt nie ustąpił”

  4. Każda sprawa ma dwie strony medalu. Ja unikam jazdy komunikacja miejska właśnie przez takie sytuacje. Dam pamiętam kiedy siedziałem w autobusie a jakąś starszą Pani mówiła pod nosem jak to młodzi są niewychowani. Kiedy nie wytrzymałem i wstałem zrobiło jej się głupio ponieważ nie zauważyła kul i gipsu na całej nodze. Ale cóż usiadła bo „wygrala” miejsce.

  5. Ja uważam, że jeśli nie jest w stanie się zapanować nad dziećmi, a wyraźnie przeszkadzają oni pasażerom, a co gorsza kierowcy to powinno się w takiej sytuacji odpuścić dalszą jazdę komunikacją miejską.

  6. Prawie każdy miał dzieci, więc jest w stanie zrozumieć taką sytuację, ale też trzeba socjalizować dzieci poprzez reagowanie na nieładne zachowania w miejscach publicznych.

  7. Dużo tu niejasności by ocenić po której ze stron leży słuszność. Przyznaję – w Polsce nie istnieje (albo w niewielkim zakresie) coś takiego jak przepuszczanie kobiet ciężarnych w kolejce albo ustąpienie miejsca dziecku, które po prostu może z racji wieku nie utrzymać się w autobusie na własnych nogach a tym samym mało to dla niego bezpieczne. Jednak posiadanie dzieci nie sprawia, że wypada nam wszystko i możemy wszystkiego oczekiwać.

    1. O to właśnie chodzi. Należałoby powiedzieć- traktuj innych tak jak sam chciałbyś być traktowany. O ile bym nam to wszystkim ułatwiło życie.

  8. Sama często ostatnio korzystam z autobusów miejskich, bo córka we wrześniu zaczęła chodzić do przedszkola, ale ok 3 km od domu i dojeżdżamy, Gdy ja ją odbieram lub zawożę, to razem z jej półroczną siostrą. Trzylatka zwykle zachowuje się dobrze, problem pojawia się gdy ma usiąść obok kogoś, boi się siedzieć obok obcych. Czasem ktoś chce ustąpić nam miejsca, ale muszę odmówić. Rzadko pozwoli usiąść komuś koło siebie. A w naszym wózku nie działa hamulec, więc pilnuję wózka. Ostatnio Zuzia już w ogóle nigdzie nie siada, tylko trzyma się blisko mnie jakiejś poręczy. Mało to bezpieczne, ale nic nie poradzę. Nie wyobrażam sobie, by pozwalać jej krzyczeć z byle powodu lub przyciskać co popadnie. Co innego jej siostra. Trudno ukoić niemowlaka, jeśli coś mu akurat dolega, jest śpiące lub w złym nastroju. Ale gdy coś się dzieje z moimi dziećmi, okropnie się stresuję, bo wiem, że widzą i słyszą to wszyscy, że może im przeszkadzać.

    1. Dokładnie tak sama ja się czuję. I nie dotyczy to przecież tylko komunikacji ale i np. kolejki do kasy w markecie. Czasem trudno sobie poradzić z maluchem, ale dobrze chociaż spróbować, prawda? Zupełnie inaczej to wygląda. A niewykluczone, że trafi się jakiś współpasażer, który spróbuje pomóc, zagadać, zabawić…

Dodaj komentarz