Co to jest wena?

Wena czyli co jest potrzebne do pisania

Co jest potrzebne do pisania?

Co to jest wena?

Mówią, że do pisania jest niezbędna. Mówią, że jest jak strzała, wpada nagle, obezwładnia człowieka na czas tworzenia, po czym ulatuje. Mówią, że trzeba ją łapać, rzucić wszystko i poddać się jej natychmiast, inaczej nici z dzieła. Mówią, że jest kapryśna, jak kobieta- dodają inni. Wena.

Mówią też, że wielcy wcale nie tworzyli pod wpływem natchnienia. Że za każdym wielkim dziełem stoją godziny, tygodnie, miesiące ciężkiej pracy. Mówią też, że wielcy miewali swoje codzienne utarte rytuały, które pozwalały im się skupić i w spokoju pracować. Mówią więc, że prawdziwe są sceny w filmach, gdzie główny bohater siedzi nad maszyną do pisania i po napisaniu kilku słów, wyjmuje kartkę i zgniecioną kulkę ciska w kąt. Kąt, w którym leży już masa takich kulek…

Podobno

Podobno…

Wisława Szymborska pisała w półmroku, w absolutnej ciszy i skupieniu. Miała swój czarny notes, stary i pożółkły, w którym zapisywała pomysły na wiersze, poprawiała je i uzupełniała. Ale kiedy nagle przychodził jej do głowy nowy pomysł, pisała na skrawkach papieru, nawet na opakowaniach po rajstopach.

Podobno …

Ernest Hemingway wstawał gdy budziło go światło słoneczne, o 5.30 lub 6.00 i od razu zabierał się za pisanie. A pisał na stojąco, na maszynie do pisania, która stała na półce z książkami.

Podobno …

Agatha Christie nie miała swojego biurka lecz pracowała przy zwykłym stole, na którym ustawiała maszynę. Podobno nikt z jej przyjaciół nigdy nie widział jej przy pracy, bo zamykała się w pokoju z dala od ludzi i zgiełku świata i tam tworzyła.

Podobno…

Stephen King tworzył codziennie i nigdy nie kończył przed osiągnięciem dziennego limitu – dwóch tysięcy słów.

Nie każdemu jednak dane jest własne biurko, we własnym gabinecie, gdzie z dala od wszelkich rozpraszaczy można do oporu tworzyć dzieło swojego życia.

Podobno…

kanadyjska pisarka Alice Munro, która w pewnym okresie życia musiała pogodzić rolę matki i pisarki, wykorzystywała na pisanie te krótki chwile, kiedy jej córka spała.

Jak to jest z tą weną?

Zawsze się zastanawiałam jak jest z tą weną, tym całym legendarnym natchnieniem. Czy ono faktycznie tak obezwładnia, sprawia, że literki same płynnie układają się w zdania?

I tak faktycznie jest. Odkąd postanowiłam pisać regularnie, odkąd przykładam się do swojej pracy, a nawet, odkąd więcej czasu poświęcam na samodoskonalenie, dokształcanie, więcej czytam, więcej wiem, tym mi łatwiej.

Tak, wena również do mnie czasem przychodzi. Wpada np. w trakcie gotowania, wtedy pędzę do pokoju po notes czy jakakolwiek kartkę i piszę, a słowa dosłownie spływają na papier same, myśli układają się w fajne zdania…. piszę szybko, byle jak, byle do przodu, by nie uleciały, by czegoś nie pominąć, nie zapomnieć…

Rany, jak mnie wtedy wszystko wkurza! Dziecko, które właśnie wtedy chce jeść, pić, kupę, siku…. drugie dziecko, które właśnie wpada z ważną szkolną sprawą… maż który dzwoni, bo mu się coś pilnego przypomniało, a sąsiadka ma akurat najaktualniejszą osiedlową rewelację, która nie może czekać… wrrr

Jak pisać?

Dlaczego ja nie mogę sobie usiąść przy pięknie starym, dębowym biurku, we własnym maleńkim ciemnym gabineciku i pisać ile potrzeba… żeby tak przez chwilę chociaż nikt mi nie przeszkadzał, dał dokończyć myśl…

Ale mimo tych niedogodności- bo taka rola matki, żeby w tym całym chaosie domowym, być nad wyraz ogarniętą- teksty jednak powstają, dają się napisać, wena bywa więc tolerancyjna i całkiem cierpliwa.

Mimo tego, że nie piszę w tak dogodnych warunkach jak bym chciała. Mimo, ze mam maleńkie biureczko w kącie pokoju, który jest naszym salonem, sypialnią i pokojem gościnnym. Mimo, że owo maleńkie biureczko jest niemożliwie zagracone i wizualnie brzydkie. Mimo że nie mam na nim codziennie świeżych kwiatów. Mimo że ten kąt nie jest tak wymuskany jak na zdjęciach koleżanek blogowych. Mimo że nawet kawę muszę odstawiać na półkę powyżej, bo mi dziecko wszystko ściąga. Mimo że muszę nieraz pisać jak Hemingway na stojąco… mimo tych wszystkich niezliczonych utrudnień, jakoś udaje mi się coś napisać.

Tak, wena istnieje!

Tak, wena istnieje. I tak, trzeba ją łapać zanim uleci. I nawet jeśli nie uda się jej zatrzymać na dłużej, trzeba z niej wycisnąć ile się da.

Najlepsze jest to, że choć całe życie wydawało mi się, że jestem typową sową, która najbardziej kreatywna jest późnym wieczorem, to jednak okazało się, że lepiej pracuje mi się rano. A nawet bardzo wcześnie rano. Dzięki temu mam też dłuższą chwilę dla siebie i jest szansa wycisnąć z natchnienia ile się da. Kilka moich tekstów powstało właśnie w taki sposób, pod wpływem chwili. I te właśnie uważam za najlepsze.

Najwyraźniej do tej pory wizyty Weny przesypiałam 😉

Jak to się dzieje?

Wspomniałam już, że wenę trzeba wykorzystać na maksa, wycisnąć ile się da. Ale czasem się nie da. Czasem wszystkie te super pilne sprawy zwalają się człowiekowi na głowę i nie ma szans na pisanie. A w każdym razie, nie wszystkiego.

Żeby było jasne, nie udało mi się za jednym podejściem napisać całego tekstu. Tak dobrze nie ma.

Ale o tym jak sobie z tym radzę, napiszę następnym razem 😉

 

A jak jest z Tobą? Wena Cię nawiedza? Kiedy i jak najlepiej Ci się pracuje?

3 Udostępnień

33 myśli na temat “Wena czyli co jest potrzebne do pisania

  1. Wena przychodzi kiedy chce, np. podczas odkurzania, a notesik do zapisywania jest w szufladzie i teraz biegiem żeby tylko zdążyć, nie potknąć się o kable i zapisać

    1. oooo to to to 😀 ja chyba muszę sobie jakiś przyczepić, żeby był stale pod ręką, może na łańcuszku jak dzieciaki mają smoczki przypięte 🙂

      1. Tak – czasami w nocy takie bywają!;p Ale mocno odbija się to na moim zdrowiu i samopoczuciu bo w rezultacie śpię po 4 godziny na dobę!;p

  2. jak mam wenę to wpis powstaje w dwie godziny i jestem z niego zadowolona, jak nie mam a musze napisać, to trwa to dwa dni 😉

  3. Mnie wena nachodzi w różnych momentach: czasami jestem w stanie pisać przy gwarze klientów mojego lokalu, a czasami potrzebna jest mi nieskazitelna cisza czy odpowiednie oświetlenie 😉

    1. Tak, czasem tak bywa, że coś lub ktoś, czy nawet jakaś sytuacja wywoła emocję, która zamienia się w myśl. A myśl w głowie zakiełkuje i temat gotowy 🙂

  4. Tak, wena to nie tylko złudzenie ona istnieje na prawdę. Osobiście nie rozstaję się z pisadłem (w każdym kątku, torebce czy plecaku mogę znaleźć długopis, ołówek czy kredkę oraz kawałek papieru). Jak mam jakiś pomysł muszę zapisać luźne słowa nie ważne co właśnie robię gdzie się znajduję i która jest godzina ta myśl musi być złapana 🙂

  5. Wena istnieje, masz rację są takie momenty że zdania same płyną i trzeba je koniecznie zapisać, bo potem znikną , nie odtworzysz tej chwili, tez tak mam 🙂 Wtedy wyłączam się i można sobie dzwonić i gadać , nie ma mnie dopóki tych paru myśli zdań nie zapiszę na kartce, na czymkolwiek co jest pod ręką 😉 Byle jak , ale zapiszę…A potem już w wolnej chwili to porządkuję 🙂

  6. Mi wena przychodzi kiedy chce. Czasem w zatłoczonyzatłoczonym budynku, w parku, a czasem na zajęciach. A ja mogę się tylko dostosować 😉

  7. Zgadzam się z Tobą, odkąd zaczęłam przygodę z blogowaniem moja głowa jest pełna nowych pomysłów i czasem muszę pędzić na łeb na szyję po notes, żeby zapisać myśli, które zaraz się ulotnią. Ale to jest najpiękniejsze, uwielbiam to uczucie i ten stan!

  8. Jakbym miała pisać na stojąco, w nocy albo zawsze do dwóch tysięcy znaków – nic bym nie stworzyła 😀 Jeśli chodzi o wenę blogową, taką luźniejszą to przychodzi mi to ot tak, niespodziewanie. A jak siedzę osiem godzin w pracy i mam coś wydukać to długo szukam tej weny… Najczęściej ruszam po kawie 😀

    1. Oj moja droga, od weny do stworzenie dzieła jeszcze daleka droga 😉 Zaś jeśli chodzi o pisanie pod dyktando, to nie wiem czy mnie wena w takich okolicznościach nawiedziła kiedykolwiek 😀

    1. Też dobry sposób, ja tak notatki sobie pisałam a telefonie, ale za dużo myśli mi do głowy przychodziło i nie nadążałam. Raz nawet, jadąc samochodem, miałam „atak” weny i musiałam się zatrzymać, żeby zanotować. A że myśli latały jak szalone, w końcu zaczęłam się nagrywać na dykatafon 😀

  9. Ja uważam, że nie ma czegoś takiego jak wena. Jest za to codzienna, solidna praca. A wtedy literki same się układają. Natomiast jest coś takiego jak bodziec, zapał, chęć do pisania. To nadal nie jest wena 😉

  10. Pisanie to praca jak każda inna. Jeśli trzeba coś napisać (dla przykładu pracę mgr) najważniejszy jest plan i dyscyplina w jego realizacji. To samo tyczy się innych projektów.

    1. Tak, plan, konsekwencja i dyscyplina są niezbędne w wielu kwestiach. Tylko, że czasem plan zawodzi, bo pojawiają się nowe okoliczności, możliwości których wcześniej nie było. Wówczas trzeba plan dostosować pod owe okoliczności. Tak też jest w moja weną. Wpisy na blogu zawsze są planowane z wyprzedzeniem, lecz jeśli wpadnie mi do głowy ciekawy pomysł, nie odrzucę go tylko dlatego, że nie było go w planie.
      Co zaś tyczy się pracy magisterskiej, którą też aktualnie piszę, to oczywiście plan również jest, ale w miarę pisania i on ewoluuje. Co zresztą jest rzeczą najzupełniej normalną, o czym poinformował mnie niedawno mój promotor 🙂

Dodaj komentarz